Robić, czy nie robić?

To dość istotne pytanie, na które musicie sobie odpowiedzieć, organizując swój ślub i wesele. Ale nie chodzi o sam fakt robienia ślubu i wesela. Nie chodzi również o robienie tricepsa (zdecydowanie robić!).

Chodzi o fotografowanie czegoś, co w dniu ślubu nazywa się

Przygotowania

Jak to zwykle bywa w życiu, są dwie szkoły. Pierwsza głosi, że:

NIE ROBIĆ

Oczywiście ubrać się trzeba, makijaż nałożyć, włosy uczesać, to nie ulega wątpliwości. Ale sądząc po rozmowach z Wami, u części z Was bycie fotografowanym w trakcie tych czynności jest kłopotliwe. Z kilku względów.

Po pierwsze:

jakiś obcy facet będzie mi łaził po domu. 

Ogólnie rzecz ujmując, z semantycznego punktu widzenia, to prawda. Jestem facetem i będę łaził po domu. Ale m.in. dlatego spotykamy się towarzysko wcześniej, żeby choć trochę wzajemnie się poznać. Oczywiście, spotykamy się również (a może nawet przede wszystkim) po to, żeby porozmawiać o zdjęciach, o fotografii, o tym, czym się zajmuję i jak pracuję, o tym, jakie macie plany. Ale również po to, żeby nawiązać kontakt. Często w trakcie takich rozmów więcej czasu poświęcamy na prywatne tematy czy rozmowy o wzajemnych pasjach (okazuje się również często, że świat naprawdę jest mały i mamy wspólnych znajomych!). 

To wszystko ma sprawić, że w mojej obecności nie będziecie czuli się stremowani, zestresowani i przestraszeni, tylko swobodnie i naturalnie. Efekty? Przekonacie się!

I wracając do tej obawy: owszem, będę chodził po domu, ale będę fotografował wyjątkowe momenty i chwile, które drugi raz z pewnością się nie wydarzą. Dlatego tak dużo uwagi wkładam w fotografowanie bez pozowania. Nie wyobrażam sobie powtórki np. tzw. first look (piękny polski zwrot, oznaczający moment, w którym spotyka się Młoda Para), bo czy Panu Młodemu uda się uronić łzę wzruszenia za drugim, pozowanym razem? Uwierzcie, że nie.  

Po drugie:

źle wyglądam na zdjęciach

(hej, ale o tym już było!)

Po trzecie:

nie chcę zdjęć w bieliźnie! 

Fotografuję tak, jak sam chciałbym być fotografowanym: taktownie, szczerze, z gustem. Czasem wystarczy pokazać niewiele, żeby powiedzieć wszystko. I „taktownie” to słowo klucz. Dlatego szanując prywatność i przestrzeń osobistą – nie będę łaził tam, gdzie nie trzeba;) 

Po czwarte:

po prostu nie chcemy, nie potrzebujemy.

Wśród par, z którymi współpracowałem, było kilka, z którymi spotykałem się w kościele lub przed budynkiem urzędu, bez uwertury w postaci przygotowań. I czy w związku z tym te śluby były gorsze? Absolutnie nie! Czasem brak chęci na fotografowanie przygotowań wynika z różnych innych przyczyn – wszystkie szanuję i przyjmuję do wiadomości. 

Robić!

Zdjęcia ślubne i weselne to moim zdaniem idealny przykład reportażu. I jak to w reportażu (i innych formach) ważny jest kontekst wydarzeń, ważny jest początek. Przygotowania (czyli wszystko to, co związane jest z zapleczem uroczystości i tym, czego zazwyczaj nie widać na zewnątrz: przygotowywanie ubrań, makijaż, zamieszanie w domu, detale, szukanie spinek, trzęsąca się dłoń w trakcie zawiązywania sznurówek, wzruszenie i duma w oczach mamy, pozornie wyluzowany tata, ostatnie poprawki fryzury) są właśnie takiem dobrym otwarciem całej historii. Jeżeli jesteście przekonani, to świetnie! 

Jeśli chcecie zobaczyć, jak wyglądają na zdjęciach takie przygotowania, dajcie znać! Spotkamy się i pokażę Wam trochę fotografii 🙂