Mobilnie

Co to właściwie oznacza?

Jestem z gatunku tych osób, które przesiąknięte są technologią. Trochę ze względu na specyfikę swojej pracy, ale również z zamiłowania. Wszelakie urządzenia elektroniczne towarzyszyły mi od dzieciństwa, co w czasach, w których dorastałem, nie było jeszcze tak oczywiste.
A teraz? Muzyka, zdjęcia, kalendarz, notatki, przypomnienia, dokumenty, zdrowie, księgowość i sprawy finansowe: wszystko w telefonie i komputerach.
Dostrzegam oczywiście zagrożenia z tego płynące, ale zdecydowanie więcej jest zalet.

A dlaczego o tym wspominam? Ponieważ pewien projekt, którego w 2020 roku miałem przyjemność być uczestnikiem, spowodował, że jeszcze bardziej przearanżowałem w pewnym stopniu swój workflow, czyli sposób pracy.

2020.

Pamiętacie, jak wyglądał ubiegły rok? Najpierw nietoperz na kolację, później puste ulice, zamknięcie wszystkiego i totalna niepewność. Trudna sytuacja dotknęła również branżę weselną. Odwoływane śluby i wesela, ograniczenia w liczbie gości to rzeczy, które nie wpływały dobrze na nikogo.
I wyobraź sobie, że w środku tego wszystkiego ktoś decyduje się na zapakowanie siebie i swoich rodzin w samochody i zorganizowanie ślubu oraz wesela we Włoszech. I wiesz co? Wszystko się udało i szczęśliwie zakończyło! Ale po kolei.

Gosia i Marcin.

Z Gosią i Marcinem spotkałem się dużo wcześniej. Poznaliśmy się, porozmawialiśmy o ich planach i już wtedy wiedziałem, że to będzie wymagające wydarzenie. Mieli jasno sprecyzowane oczekiwania, bardzo konkretne plany, wiedzieli, czego chcą a ja ucieszyłem się, że mogę im to zaproponować – kilka sesji plenerowych w toskańskich krajobrazach, ślub i wesele. A do tego ujęcia z drona i krótkie podsumowanie wyjazdu w formie klipu video.

W międzyczasie sytuacja na świecie bardzo się skomplikowała. I w zasadzie do ostatniej chwili nie było wiadomo, czy wyjazd dojdzie do skutku. Ale połączenie profesjonalizmu, dobrego nastawienia oraz sprzyjające okoliczności zaowocowały i kilka wrześniowych, ciepłych jeszcze dni spędziliśmy w absolutnie wyjątkowej Toskanii, otoczeni górami, winnicami, aromatycznymi polami lawendy, cyprysowymi gajami i klimatycznymi miasteczkami.

Sprzęt.

Większość mojego bagażu stanowił sprzęt. Trzy aparaty, komplet obiektywów, lamp, i akumulatorów. Do tego dron z osprzętem. No i gąszcz kablowego spagetti.
Pomyślałem, że przy tak złożonym planie i takiej ilości materiału warto zadbać o kopię i możliwość edycji materiału „na gorąco”, niemal natychmiast. Tym bardziej, że część bliskich Młodej Pary nie mogła być obecna i czekała w Polsce na relacje z wydarzeń.

Dlatego też wykorzystałem swojego iPada Pro, który wydawał się idealny do tego zadania: lekki, zgrabny, z bardzo dobrym ekranem i dużą ilością pamięci, gotowej pomieścić i edytować gigabajty zdjęć i ujęć video.
Przy okazji posłużył, jako mobilna kopia zapasowa całego materiału – dzięki temu, że jest wyposażony w modem LTE, całość od razu pofrunęła do chmury. Bezpieczeństwo ponad wszystko.

I po co to wszystko?

Z kilku powodów takie rozwiązanie było dobre. Już kilka godzin po ceremonii (która nawiasem mówiąc odbyła się w XI-wiecznym kościele) najbliżsi w Polsce dostali gotową porcję obrobionych zdjęć! Potęga technologii!

Podróż, oprócz niezaprzeczalnej frajdy, może powodować również komplikacje. Samochód, pociąg, samolot, więc było dużo okazji do tego, żeby stracić materiał, zgromadzony na wielu kartach pamięci. Dlatego możliwość wykonania kopii zapasowej to spokojny sen dla mnie (ale i dla Pary Młodej:) No i niesamowity komfort pracy, którą oferowały okoliczności, czyli basen w przerwach pomiędzy sesjami lub 10 km nad ziemią, gdzieś pomiędzy Włochami a Austrią.

Dlaczego o tym piszę?

Nie każdy zdecyduje się przecież na organizowanie ślubu i wesela poza granicami kraju, to jasne.

Ale chciałbym zwrócić Waszą uwagę na inny aspekt.

Wyobraźcie sobie swój ślub. Piękna ceremonia, poruszająca przysięga. I wyobraźcie sobie, że już kilka godzin po tym wydarzeniu, np. po kolacji, Wasi goście mogą obejrzeć gotowe zdjęcia z ceremonii w formie krótkiego video czy pokazu slajdów. Czyż nie będzie to wzruszający moment?
A może ktoś z Waszych bliskich nie będzie mógł uczestniczyć razem z Wami w ważnych dla Was chwilach? Co powiecie na możliwość wysłania takiej osobie kilku lub kilkunastu zdjęć, jeszcze w dniu ślubu? Wyjątkowa niespodzianka, nieprawdaż?

Napisz do mnie i zapytaj o szczegóły!

Podsumowując.

Napisałem sporo o sprzęcie, warsztacie, ale na samym końcu i tak zawsze są zdjęcia, bez względu na wszystko. I to one będą dowodem na to, czy jako fotograf dałem radę, czy też nie. A czy dałem? Gosia i Marcin napisali tak:

Wybór fotografa, który uwiecznił najważniejszy dla nas dzień, nie mógł być lepszy! Już od pierwszego spotkania i prezentacji portfolio byliśmy zszokowani wielce profesjonalnym podejściem do sprawy. Zdecydowaliśmy się na ślub wyjazdowy, „Pan Rafał” szybko zmienił się w „Rafała”. Bardzo towarzyski i otwarty człowiek, dlatego oprócz realizacji sesji, dodatkowo spędziliśmy w jego towarzystwie bardzo miły czas! Podczas tworzenia pleneru i fotografowania nas jako pary młodej, czuliśmy się bardzo swobodnie. Otrzymaliśmy mnóstwo zdjęć! Nie było limitów czy wyliczonych co do jednego, ujęć. Zdjęcia otrzymaliśmy bardzo szybko. A to co na nich zobaczyliśmy, przerosło nasze oczekiwania. Jesteśmy zachwyceni. Zdjęcia są przepiękne, uchwycone zostały wszystkie najważniejsze momenty w bardzo naturalnych ujęciach. Świetne wyczucie chwili i sytuacji podczas zabawy weselnej, powoduje, że oglądając zdjęcia przenosimy się w czasie! Polecamy wszystkim z całego serca! Napewno wrócimy do współpracy w przyszłości 🙂